|
|
BLAZEJ PROCHOWNIK |
|
Cześć! Nazywam się Błażej Prochownik i gram na gitarze akustycznej od 2005 roku . Zapraszam Cię do zapoznania się z moją muzyką.
Hi! My name is Blazej Prochownik and I play acoustic guitar since 2005. I invite You to get to know my music.
W nadchodzący weekend będzie się działo. Najpierw 13go w Długopolu Zdroju w Teatralnej (strona) o 19.30 a potem 14go w Stroniu Śląskim (godzina jeszcze nie ustalona, ale koło 17tej) w Jaskini Lwa Jaskiniowego (Facebook). Oba koncerty w pełnym wymiarze (półtorej godziny). Bawmy się dobrze :).
Pretty busy next weekend. First on 13th, at 19.30 in Długopole Zdrój in Teatralna cafe (strona), than on 14th (time still unknown but around 17.00) in Jaskinia Lwa Jaskiniowego bar (Facebook). Both concerts are full time (1,5 hour). Let's have some fun :).
Na moje konto soundcloudowe wrzuciłem dwie nowe piosenki. Znowu Tommy Emmanuel. Tym razem są to:
Green Thumb - Piosenka z albumu Endless Road zadedykowana Chetowi Atkinsowi, wielkiemu muzykowi który był dla Tommyego tym czym Tommy jest teraz dla wielu gitarzystów - największą inspiracją do gry.
Those Who Wait - Wyjątkowy utwór, którego swego czasu potrafiłem słuchać w kółko godzinami. Tytuł odnosi się do cierpliwości i tego by robić swoje, nie poddawać się wątpliwościom i wierzyć, że prędzej czy później wyniknie z tego coś dobrego. Utwór pochodzi z albumu Only.
Two new recordings on Soundcloud. Again songs are by Tommy Emmanuel. This time they are:
Green Thumb - Song from Endless Road album, dedicated to Chet Atkins, great musician who was for Tommy what Tommy now is for so many of us guitarists - greatest inspiration to play.
Those Who Wait - exceptional composition, that I used to listen for hours and hours. The title refers to patience and not letting your doubts stop you from doing your thing. Piece comes from an album Endless Road.
Youtube pozwala wrzucać długie filmy. Efekty są widoczne na pierwszy rzut oka.
Pełny koncert Tommyego z Berlina z 2007 roku. Jest czego posłuchać.
Youtube allows uploading longer clips. The effects are wonderful.
Full Tommy's concert from Berlin, 2007. Great stuff, as usual.
Kapitalna aranżacja Tommyego Emmanuela. Piosenka została napisana w 1934 roku przez słynny duet songwriterski - Richarda Rodgersa i Lorenza Harta. Jest to wybitny przykład walking bassu ze wspaniałym rytmem i harmonią. Jeden z pierwszych kawałków które uczyłem się grać. Zajęło mi lata by doprowadzić go do zadowalającej wersji, ale w końcu, oto jest:
Utwór zarejestrowany w sumie z trzech mikrofonów i linii.
Polecam również posłuchanie wykonania tej piosenki na Youtube w wykonaniu Franka Sinatry. Nie zamieszczam linka bo kasują je na tyle często, że zaraz byłby nieaktualny.
Great arrangement by Tommy Emmanuel. Song was written in 1934 by famous duet of songwriters - Richard Rodgers and Lorenz Hart. It's remarkable example of walking bass with great groove and harmony. It's one of the first songs i learned but elevating it to this level took me years.
It was recorded from 3 mikes and line.
I also suggest to listen to rendition by Frank Sinatra. It's on Youtube but i won't put the link since they are deleted all the time. Just search it.
Oba wystepy mogę zaliczyć do udanych. Najpierw ten charytatywny. Krótki, idealny na rozegranie przed klubem Chilli. W Chilli jak to w klubie nie każdy będzie słuchał ale ci, którzy słuchali chyba nieźle się bawili. Sam się zadziwiłem grając na bis Classical Gas. Choć nie szykowałem tego na ten dzień to jednak poszło świetnie. Może będą jakieś filmiki bo całość została nagrana, ale nie wiem czy dźwięk będzie wystarczająco dobry by cokolwiek wrzucać. Czas pokaże. Tym czasem zdjęcia. Jedno pod tekstem, reszta na picassie. Zapraszam przez moją stronę www.prochownik.eu.
Both gigs were pretty successful. First one was short and ideal for a warmup before Chilli club. In Chilli, as usually in club, not everyone wanted to listen but those who did, seemed to have good time. I surprised myself, playing Classical Gas as an encore. I didn't plan to, but it went pretty amazing. There might be some movies later, because the whole gig was recorded, but i don't know if the sound quality will be worthwhile to upload. Time will tell. As for now some photos at picassa. I invite You to get there through my website www.prochownik.eu.
W najbliższym czasie szykują mi się dwa grania. Najpierw, we wtorek (31 stycznia) coś w rodzaju imprezy charytatywnej, na której, między innymi odczytywane będą teksty napisane przez pacjentów hospicjum. Wyglądać to będzie tak, że pomiędzy odczytami będę wchodził z małymi przygrywkami (ze 12 taktów), które sam napisalem specjalnie na tę okazję. Później zagram też kilka normalnych kawałków.
Drugi występ będzie większy i otwarty. W Music Clubie Chilli w Oławie zagram dnia 4 lutego (sobota). Początek 20.30. Zapowiada się fajnie bo klub ma swoje porządne (z tego co słyszałem na własne uszy) nagłośnienie. Jest scena (wprawdzie trochę zasłonięta, ale zawsze). Będzie zabawa.
Two events coming for me. First, on Tuesday (January 31'st) there is a charity meeting with readings of texts written by local hospice patients. I'm playing short pieces between another readings. It'll be about 12 bars long tunes and i wrote them myself especially for this occasion. Afterwards I'll play few normal pieces.
Next one will be bigger and open. In Chilli Music Club in Olawa, I'll play a full concert at February the 4th. It'll begin at half past eight. It seems nice because the club has a stage and decent PA. It's gonna be fun.
Fascynująca grupa. Ludzie o tak wysublimowanym słuchu, że potrafią rozróżnić brzmienie sprzętu po wymieniu jednego kondensatorka w CDku. Ludzie, dla których liczy się tylko jakość nagrania. Nie patrzą się w zasadzie na przekaz muzyczny, na perfekcjonizm wykonania. Dla nich liczy się szerokie naturalne pasmo i przyjemność z odbioru samego dźwięku. Wydać 5 tyś zł na poprawę jakości grania CDka - żaden problem. Nawet jeśli w ostatecznym rozrachunku stwierdzą, że oryginalnie grał lepiej. Będą po prostu szukać dalej. Kabel do kolumn ma grubość kciuka. Pokój do słuchania muzyki jest wytłumiony w odpowiednich miejscach. Wzmacniacz, oczywiście lampowy. Wyglądający mocno oldschoolowo.
Ale posłuchaj na tym paru swoich ulubionych nagrań (raczej nie nagranych z mp3ki ;) a zyskasz zupełnie nową perspektywę w odbiorze dźwięku. Zaczniesz się poważnie zastanawiać nad kwestiami proporcji, selektywności i miliona innych rzeczy z których składa się techniczny aspekt dźwięku. Czemu to nie może być proste? ;)
Fascinating group. People with such sophisticated hearing, that they can distinguish sound of their equipment after changing just one condenser in their CD. For them only the quality of the recording counts. They seem not to look at the music message or perfectionism of performance. What counts is natural wide spectrum, and pleasure of reception of perfect sound. To spend 2K dollars on tuning their CD - no problem. Even if after all they say it originally played better. They will just continue their search. The cord connecting their speakers is thick like a thumb. The room is properly muffled. The amp is of course vacuum tube one. It looks pretty "oldschool".
But try to listen to your favorite recordings (not from mp3 ;) and You'll get whole new perspective in sound hearing. You'll start wonder about proportions, selectivity and tons of other things that make technical aspect of sound. Why can't it all be easier? ;)
Od razu muszę ostrzec, że będzie to dłuższa opowieść ;).
27. XI. 2004.
Niczego nie spodziewający się wybrałem się na koncert nieznanego mi gitarzysty. Miałem wtedy 17 lat. Dlaczego się wybrałem? Moi rodzice są muzykami. Mama wiolonczelistką w filharmonii, Tato nauczycielem gry na gitarze klasycznej. W takiej sytuacji ciężko jest uniknąć wybrania się od czasu do czasu na jakiś "poważny koncert". Tym razem był to koncert australijskiego gitarzysty fingerstyle - Tommyego Emmanuela. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałem. Wtedy zresztą nie wielu w Polsce o nim słyszało. No ale tato miał wejściówki za darmo.
Wszedłem na salę Filharmonii Wrocławskiej. Na scenie stały dwie gitary. Obie akustyczne. To mała odmiana bo na ogół za namową taty oglądałem raczej gitarzystów klasycznych. Sala była pełna w około 1/3. W końcu światła zgasły. Na scenę wyszedł on. Jeden facet z gitarą. No, nie po prostu wszedł. On wziął scenę w posiadanie. Wszedł na nią jakby wchodził do swojego pokoju. Stanął przed publicznością i...
...zaczęła się najbardziej magiczna chwila w moim życiu. Zaczął, o ile dobrze pamiętam (a przyznaję że mogło mnie zaćmić) utworem Blue Moon. Tu mała dygresja, żeby "nowi" zrozumieli: